Przejdź do głównej zawartości

Karmienie piersią- historia prawdziwa

Karmienie piersią to przysłowiowy ciężki kawałek chleba, przynajmniej na początku.
Pozwólcie że opowiem jak to u nas wyglądało.

Po cesarskim cięciu pokarm pojawia się zwykle w piątej dobie, u mnie był to czwarty dzień życia Nuli. Od razu pojawiły się pęknięcia i siniaki,  a każde przystawienie dziecka było okropnie bolesne, wiedziałam jednak że muszę to wytrzymać a wkrótce będzie łatwiej. I tak było, po 3-4 tygodniach karmienie stało się łatwe i przyjemne, a uczucie bliskości z dzieckiem osładzało wszystkie niedogodności dnia codziennego.
Mała jadła co 1-1,5 godziny, także w nocy więc byłam naprawdę wykończona, a kiedy mąż wrócił do pracy i zostałam sama, poczułam się okropnie uwiązana, wzięcie prysznica czy zjedzenie śniadania graniczyło z cudem.
Szybko więc zdecydowałam się na dokarmianie dziecka mlekiem modyfikowanym, dzięki czemu zyskałam dodatkową godzinę co parę karmień. Czy miało to jakieś negatywne następstwa? Absolutnie nie, Mała nie miała żadnych problemów ze ssaniem piersi na zmianę z butelką, a ja mogłam zregenerować się choć trochę.
Stopniowo zwiększałam liczbę podawanych w ciągu doby butelek, głównie dla własnej wygody.
Obnażanie się na spacerach też było średnią przyjemnością, więc rezerwowa butla zawsze podróżowała w torbie razem z nami. Teraz sporo mówi się o tym, że społeczeństwa krzywo patrzą na kobiety karmiące; sama nigdy nie doświadczyłam żadnych nieprzyjemności z tego tytułu ale przyznaję że dziesiątki spojrzeń powodowały pewien stres. Takie karmienie - ukradkiem i w pośpiechu - nie przynosi raczej niczego dobrego ani kobiecie karmiącej, ani maluszkowi (hormony stresu przedostają się do mleka).
Przyszedł czas kiedy Mała obraziła się na pierś. Odmówiła współpracy, przy każdej próbie przystawienia jej w ciągu dnia był krzyk i płacz, a co ciekawe - w nocy wolała właśnie pierś. Ale nic to, zaparłam się by utrzymać laktację choćby dla tych nocnych karmień i udało się, w końcu jej humory się skończyły i wróciłyśmy do karmienia piersią także w ciągu dnia. Absolutnie nie przeprowadziłam tego siłą, nie głodziłam jej dopóki nie zdecydowała się na cyca, przeciwnie, za każdym razem gdy odmówiła picia z piersi, dostawała butlę, zgodnie z życzeniem ;) 
Pomógł mi laktator, a odciągnięty pokarm dodawałam do mleka modyfikowanego by Nula dostawała dzienną dawkę przeciwciał. Z tego też powodu nie rezygnowałam z nocnych karmień prawie do końca 4 miesiąca. Wtedy to za decyzją dziecia zaprzestałam karmienia piersią w ogóle. Skoro dwie noce z rzędu nie chciała, uznałam że nasza przygoda z cycusiem dobiegła końca. I chociaż trzeciej nocy jej się odwidziało, było po zawodach. Pożegnałam karmienie piersią bez wielkiego żalu (choć nie powiem że na to wspomnienie nie zakręci mi się łezka w oku ;)), nie czarujmy się - dziecko nie toleruje pewnych pokarmów w diecie matki, innych należy unikać ze względu na ryzyko alergii, o lampce wina czy Lay'sach na meczu nie mówiąc. 
I nie mam wyrzutów sumienia, że robię dziecku coś złego, nie dam wpędzić się w poczucie winy z tego powodu, bo w końcu musiałam zawalczyć o laktację, a w ciągu tych czterech miesięcy zapewniłam córce zdrowy i wartościowy pokarm (mam tu na myśli utrzymanie przeze mnie zdrowej diety, broń Boże nie chcę by ktoś uznał że mleka modyfikowane są w mojej ocenie niezdrowe).
Nachodzą mnie myśli że z jednej strony kolejne dziecko chcę karmić dłużej, ale z drugiej nie jestem przekonana czy dam radę znieść znów karmienia co 1,5 godziny.
Czas pokaże, dziś cieszymy się z tego co jest. 

Ciekawi mnie jak długo Wy karmiłyście lub planujecie karmić swoje maluchy piersią?


Komentarze

  1. witaj, właśnie szukam informacji na temat naturalnego karmienia i trafiłam tutaj, ja mam w planach karmienie piersią, ale wiadomo, że różnie to się wszystko może potoczyć... od niczego kupiłam małą butelkę avent, żeby w razie czego użyć, albo może czasem i odciągnąć mleko i móc wyjść. podobno dziecko się nie rozleniwia przy niej. ale czas pokaże... pisałaś że twoja mała „nie miała żadnych problemów ze ssaniem piersi na zmianę z butelką” to jaką wy mieliście?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przeróżne! ;) była Chicco, Nuk, Avent, TT... chyba tyle. Polecam Ci post o butelkach, dzielę się tam opiniami o poszczególnych modelach.

      Usuń
  2. Tak wiele wspaniałych rzeczy można przeczytać na temat karmienia piersią... ja nie zakładałam innego scenariusza. Wiedziałam, że będzie ciężko, ale w zderzeniu w rzeczywistością chyba temu nie podołałam. Też jestem po cc, pokarm pojawił się u mnie dopiero w siódmej dobie...Całe "szczęście", pierwsze dwa tygodnie spędziłam w szpitalu. Dzięki temu, mogłam liczyć na pomoc, ale u mnie od samego początku pokarmu było tyle co dla mrówki. Walczyłam, przystawiałam, ściągałam (20 ml z obu piersi przez 40 min :(...), dokarmiałam.. i tak przez półtora miesiąca. W tym czasie, głównie ryczałam między karmieniami zamiast cieszyć się macierzyństwem. W końcu się poddałam. Gdy wychodzę na miasto, szykuję mm, widzę czasem krytyczny wzrok innych mam. Jest mi wtedy przykro, że inna mama, która wie, co tak naprawdę znaczy karmić piersią, tak łatwo może inną mamę ocenić..... Ja ciągle się obwiniałam. A okazuje się, że czasem tak po prostu jest. Nie ma co się napinać, grunt, żeby dziecko było najedzone, a mama szczęśliwa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie kiedyś starsza pani zaczepiła w CH kiedy karmiłam córkę butlą. Z politowaniem zapytała: "Co? zabrakło pokarmu?" Spokojnie wyjaśniłam jej że nie lubię świecić biustem w takich miejscach, a ona opowiedziała mi o tym jak karmiła swoje dzieci, jak jej córka karmiła swoje... Może nie miała złych intencji, ale właśnie tak jak piszesz, poczułam się oceniana.

      Współczuję Ci przejść. Ja podobnego moralniaka miałam z powodu cc, choć to była sytuacja awaryjna, dziecko było zagrożone, obwiniałam się że i tak pewnie nie dałabym rady, że może gdybym bardziej się postarała to poszłoby szybciej i nie doszłoby do operacji... Taka już głupia nasza psychika. Gdybyśmy mogły, wyrzucałybyśmy sobie nawet kiepską pogodę :/

      Usuń

Prześlij komentarz